loading
0
Koszyk
Użytkownik

Poród domowy na wesoło - moja historia

 

Jestem wdzięczna Bogu, Wszechświatowi, że w czasie mojego pierwszego porodu byłam już na tyle świadoma i dojrzała, by mógł odbyć się on w domu. Dziękuję, że nie musiałam wcześniej przechodzić poszpitalnej traumy poporodowej aby przekonać się do porodu domowego. Dziękuję położnym, które zgodziły się przyjechać do porodu na naszą zabitą dechami wioseczkę.

 

 

Adam urodził się w 41 tygodniu ciąży.

Jak każda ciężarna po terminie, która pragnie uniknąć szpitala, zaczęłam lekko panikować i powątpiewać w powodzenie tej misji. Do harmonii przywracały mnie jednak te proste słowa:

 

„ZAUFAJ, ON WIE CO ROBI. WSZYSTKO JEST PO COŚ”.

 

Jak się potem okazało Adaś przyszedł na świat 4 lipca, równo rok po swoim mikro braciszku, któremu nie dane było stąpać po ziemiach tego świata. Tym samym, po raz kolejny mogłam się przekonać, że nic nie dzieje się bez przyczyny.

 

O 4:30 rano obudziły mnie lekkie skurczyki, jednak na tyle mocne, że nie byłam już w stanie zasnąć. Do tej pory, przez całą ciążę skurcze były dla mnie niewyczuwalne. Dotarło do mnie wówczas, że nocne zmagania rodziców nie poszły na marne i będzie się działo:) Jako że po godzinie skurcze nadal nie ustawały i były regularne, postanowiliśmy zadzwonić do położnej.

Kasia nie bardzo wierzyła, że to już ale ostatecznie po kilku godzinach przyjechała do mnie razem z Iwoną. Do tego czasu akcja nie ustawała a ja pozostawałam aktywna. Kiedy dziewczyny przyjechały na miejsce, okazało się, że rozwarcie jest na jeden, może dwa palce. Ucieszyłam się, gdyż dwa dni wcześniej szyjka była długa i zamknięta. Położne zdecydowały, że powinnam jednak trochę odpocząć i nabrać sił. Ja, z natury hiperaktywna, i przekonana, że ruch pomaga ciągnąć akcję do przodu, nie byłam zachwycona tym faktem. Jednakże, ponieważ nie wiedziałam zupełnie co mnie czeka i ile to będzie trwało, postanowiłam posłuchać bardziej doświadczonych osób. Moje polegiwanie znacznie wytłumiło skurczyki. Po jakimś czasie zjedliśmy obiad i, ku mojej radości, ruszyliśmy na spacer. Akcja wróciła na swoje tory a ja mniej więcej co 4 min witałam skurcze głębokim oddechem. Zaprowadziliśmy położne do miejsca gdzie rosną dzikie czereśnie, coby sobie dziewczyny też poużywały wiejskiego życia. Grzegorz wlazł na drzewo i rzucał dziewczynom dorodne bordowe owoce.

 

„Agata drażnij brodawki” - poradziła Iwona.

 

W okolicy nie było żywej duszy, otaczały nas pola i las więc odpięłam stanik i ….. hulaj dusza piekła nie ma =). Moja cyckowa masturbacja przyniosła natychmiastowe efekty. Ból był już tak silny, że na skurczach przytulałam się do ziemi.

 

„A wiecie, że moja mama urodziła po tym jak obżarła się czereśniami” - wspomniała Iwona.

 

W drodze powrotnej regularnie zastygałam w pozycji „Wojownik II” z jogi bo najbardziej ze wszystkich łagodziła skurcze. Po policzkach płynęły mi łzy, poczułam jak robi mi się niedobrze.

W domu okazało się, że jest już ok. 4-5 cm rozwarcia ale szyjka trzyma na bliźnie po nadżerce. Kasia wymasowała mi to miejsce. Weszłam pod prysznic, gdzie zaległam na dłuższy czas. I to był chyba największy komizm sytuacyjny tego porodu.

 

Przed domem położne chilałtowały sobie na leżakach, pod parasolem, w pełnym słońcu. W tym samym czasie ja waliłam pięścią w prysznicowe kafelki, warcząc przy tym zaciekle przez zaciśnięte zęby.

 

Reszta rozegrała się już w pokoju przy odpalonej płycie do hipnoporodu. Kasia poleciła bym przez pewien czas poleżała na boku w celu prawidłowego wstawienia się główki. W tej pozycji ból był nie do zniesienia. Po jednym z najgorszych skurczy zaczęłam zapadać się w coś jakby sen. Pamiętam, że trochę bałam się tego uczucia. Nie mogłam uwierzyć, że po tak ciężkim doznaniu, mogę tak szybko osiągnąć stan głębokiej relaksacji. Do dziś nie wiem, czy to było działanie płyty, czy może organizm zaczął tracić świadomość z wycieńczenia. W pewnym momencie zaczęłam szlochać rzewnymi łzami.

 

„Idź sprawdzić, bo chyba ma kryzys 7 cm” - powiedziała jedna położna do drugiej.

 

Badanie wykazało 7 cm :).

 

„Wszystko idzie książkowo” - usłyszał mój mąż.

 

„Agata rodzisz” - wykrzyknęła wesoło Iwona.

 

To był moment, w którym mogłam w końcu zmienić pozycję na dogodniejszą. Pobratałam się trochę z podłogą wydając z siebie zwierzęce odgłosy. Ciekawiło mnie czy skurcze parte są gorsze od tego co do tej pory odczuwałam. Postawiłam jednak na błogą nieświadomość i samoprzekonanie się o fakcie. Zmieniłam pozycję na stojącą i wtedy spektakularnie odeszły wody choć ja tego w ogóle nie zauważyłam. Kasia ustawiła mnie na łóżku w pozycji kolankowo-łokciowej. Ucieszyłam się bo parte wcale nie wydały mi się gorsze od tego co czułam wcześniej. Tak naprawdę to do końca nie ogarniałam tego co się działo. Myślałam, że jeszcze czekamy aż szyjka całkowicie się otworzy a to było już....już rodziłam. Mój analityczny mózg nie dawał za wygraną. Miałam pełno pytań, których nie byłam w stanie zadać. W końcu rodziłam po raz pierwszy! Nagle poczułam rozpychanie, takie samo jak w trakcie ćwiczeń z balonikiem. To pewnie była główka. Poczułam się pewniej, to był jedyny moment z całego porodu, w którym wiedziałam co dokładnie dzieje się z moim ciałem. Niedługo potem, o 19:30 urodził się mały człowiek, który szybko wylądował na moim brzuchu.

 

„Myślałem, że nie wytrzymasz, byłaś fioletowa na twarzy a kiedy Kasia położyła Ci go na brzuchu, Twoja twarz zmieniła wyraz. Stała się jasna, spokojna, po prostu piękna.” - wyznał mój mąż.

 

Po krótkiej uldze, znowu poczułam bóle brzucha.

 

„Ale jak to? Znowu????” - pomyślałam

 

To było łożysko, wyszło w bardzo dobrym stanie i zostało pochłonięte przez naszą zamrażarkę. Potem nastąpiło cycowanie i prysznic, po którym położne pojechały do domu.

 

Kolejne wpisy:

DANE FIRMY:

 

Adres:

ul. Abrahama 111X c, 04-533 Warszawa

telefon:

512 XXX 478 698

e-mail:

spam@nazwa_sklepu.pl